Rafał GODZIEMSKI

RAFAL GODZIEMSKI 1Kucharz poszukujący smaków idealnych i estetyki dań na talerzu. Executive Chef w Hotelu Słoneczny Młyn**** w Bydgoszczy. Organizator Międzynarodowego Konkursu Kulinarnego Trendy Chef.

Executive Chef w Hotelu Słoneczny Młyn**** w Bydgoszczy. Organizator I Międzynarodowego Konkursu Kulinarnego Trendy Chef 2012 oraz II Międzynarodowego Konkursu Kulinarnego Trendy Chef 2013 w Hotelu Słoneczny Młyn**** w Bydgoszczy.

W nowatorski sposób prowadzi kuchnię w Hotelu Słoneczny Młyn**** w Bydgoszczy. W przyrestauracyjnej szklarni sam hoduje zioła, kwiaty, sałaty i warzywa. Wpadł na pomysł wygospodarowania miejsca w restauracji, nazywając je Chef’s Table, przeznaczonego dla kilkuosobowej grupy, której serwuje specjalne menu.

Kulinarne doświadczenie zdobywał przez kilka lat w Anglii, gotując między innymi w restauracji, mogącej poszczycić się dwiema gwiazdkami Michelin.

Kucharz na Międzynarodowym Festiwalu Filmu i Muzyki „Transatlantyk 2013″.

Aby każda wizyta w restauracji była czymś więcej niż konsumpcją – przeżywaniem i podróżą dla podniebienia. 
Rafał Godziemski wraz z Aleksandrą Sową z Cukierni Sowa w Bydgoszczy już po raz drugi jest organizatorem Międzynarodowego Konkursu Kulinarnego Trendy Chef  w Hotelu Słoneczny Młyn**** w Bydgoszczy. W tym roku impreza odbędzie się 27 kwietnia 2013 r. Prestiż Konkursu Trendy Chef podkreśla fakt, że został nominowany do Kulinarnego Pucharu Polski na rok 2012, który otrzymał akredytację WACS. Uzyskał również poparcie wśród Stowarzyszeń Kucharskich i Cukierniczych z Polski i zagranicy.
Naszym gościem jest Rafał Godziemski, jeden z najbardziej utalentowanych szefów kuchni w Polsce. Zwycięzca prestiżowego konkursu Dorszowe Żniwa, kulinarny podróżnik, jeden z niepowtarzalnych diamentów Stowarzyszenia Kucharzy na Wyspach.

rafalg

Michał Kuter: Jakie były Twoje pierwsze kroki na kuchni?

Rafał Godziemski: Moje młode lata były bardzo burzliwe i zdominowane przez podróże „bardzo zawodowe”.

Każde wakacje, po dostaniu się do szkoły gastronomicznej w Bydgoszczy, od początku czerwca do końca sierpnia spędzałem w kuchni w ośrodku wczasowym, gdzie żywiliśmy ok. 300 osób tradycyjną polską kuchnią. Pierwsze doświadczenie w dużym ruchu. W ciągu całej doby był czas na 7 godzin snu i 2 przerwy po niecałe 2 godziny między posiłkami, które pozwalały na zawarcie jakichkolwiek znajomości i cieszenie się „wakacjami”.

W ciągu roku szkolnego, wraz z kolegą przygotowywaliśmy wesela i imprezy rodzinne w salach ogródków działkowych lub prywatnych domach. Lubiliśmy to.

W szkole już dokładnie wiedziałem co będę robił w życiu – gotował.

Pierwsze kroki hmm…  Do dziś pamiętam pierwszy krok po szkole… To były 2 dni spędzone w McDonald`s – okazało się, że jakość i sposób przygotowywania tego typu posiłków kłóci się z moją ideologią i zdobytą wiedzą. Zaraz potem, dostałem się na kuchnię do najbardziej prestiżowej w tym czasie restauracji w mieście, gdzie spędziłem dwa lata, ucząc się kuchni europejskiej, bazując na nowych (w owym czasie) produktach .

To była restauracja, gdzie tak naprawdę wszystko się zaczęło już na serio i zaczęła się rodzić pasja.

MK: Kiedy zacząłeś profesjonalnie gotować?

RG: Chyba w tej pierwszej restauracji wszystko się zaczęło – tam zaczęliśmy kreować nowe na tamte czasy pomysły niespotykane w tym czasie. Było to prawie 15 lat temu.

Tak sobie myślę… gotuję dobrze i wiele wiem, ale kiedy zaczyna się profesjonalizm – tak wiele jest do nauczenia…

MK: Jaki był cel Twojego wyjazdu na Wyspy?

RG: Wydawać by się mogło, że pieniądze, ale nie – zarabiałem w miarę dobrze, zresztą od 10 lat byłem szefem kuchni w kilku restauracjach i wiemy, że aż tak źle nie jest na tych odpowiedzialnych stanowiskach – pracy dużo, ale adekwatnie do zarobionych pieniędzy w normalnych miejscach, u racjonalnie prowadzących właścicieli.

Na pewno chęć poznania języka, sprawdzenie się w nowych, nieznanych warunkach, znalezienie nowych pomysłów od innych kucharzy – powodów było wiele i trudno dziś powiedzieć, który zadecydował najbardziej. Ale na pewno był dobry.

MK: Gdzie trafiłeś po przyjeździe do UK i jaka była Twoja pierwsza praca?

RG: Jak wielu kucharzy bez języka zacząłem od pubu haha… Trafiłem do gastro pubu na Covent Garden w Londynie, gdzie o dziwo, dostałem stanowisko chef de partie. Szefowa kuchni była z Ghany i ambitnie uczyła mnie języka angielskiego i to z pozytywnym skutkiem, do tego stopnia, że po 4 miesiącach byłem gościem na jej tradycyjnym afrykańskim weselu, które dostarczyło nam masę wrażeń. Zostawiliśmy również polski kulinarny znak na tym weselu, a mianowicie przygotowaliśmy polskie desery i sałatki na jednym z bufetów weselnych.

MK: Co najbardziej zaskoczyło Cię w brytyjskich kuchniach?

RG: Pozytywnie – porządek i dyscyplina podczas pracy, skupienie i szacunek do pracy. Niesamowita pokora do wiedzy i chęć rozwoju. Organizacja pracy przez szefów kuchni i ich otwartość na pomysły innych.

Negatywnie – rotacja wśród personelu i walka bez pardonu o pozycję – taki troszkę wyścig szczurów i niezdrowa rywalizacja by być jak najwyżej.

MK: Na jakich stanowiskach pracowałeś i gdzie?

RG:

W Polsce : 

Kucharz zmianowy – Restauracja Meluzyna – Bydgoszcz

Szef kuchni – Restauracja Meksykańska – Bydgoszcz

Szef kuchni – Catering Reno – Bydgoszcz

Szef kuchni – Hotel Pegaz – Bydgoszcz

Szef kuchni – Restauracja Taverna – Żołędowo

Szef kuchni – Hotel Słoneczny Młyn – Bydgoszcz

W UK:

Chef de partie – Gastro Pub Negs Head – Londyn

Chef de partie – Restauracja Meze – Londyn

Chef de partie – Restauracja Vanilla – Londyn

Souce Chef – Hotel 4*Deluxe Victoria Park Plaza – Londyn

MK: W czasie pobytu na wyspach wygrałeś jeden z najbardziej prestiżowych konkursów kulinarnych w Polsce – Dorszowe Żniwa. Powiedz, jak wyglądały Twoje przygotowania do konkursu i co zdecydowało o Twoim zwycięstwie?

RG: Zdecydowali jurorzy, którzy docenili naszą pracę i którym smakowała nasza potrawa.

Przygotowywaliśmy się dosyć długo, ok. 3 miesięcy przed konkursem. Chodziliśmy po targowiskach, szukając świeżych i nietypowych produktów, przypraw, aby zaskoczyć jurorów. Na pewno korzystaliśmy z technik poznanych na Wyspach. Robiliśmy wiele prób dania, zawsze patrząc na nie krytycznie i poprawiając bezustannie aż do momentu, kiedy byliśmy usatysfakcjonowani i pewni, że to właśnie to danie, którym chcemy się pochwalić.

Podzieliliśmy się pracą, aby nie wchodzić sobie w drogę podczas konkursu i aby praca sprawnie szła.

Kolejnym etapem było przygotowanie wysłania sprzętu i produktów do Polski, co z wysp nie jest takim prostym zadaniem oraz organizacja transportów już w Polsce.

Bardzo miłe doświadczenie organizacyjne i miło, że się udało wygrać.

food

MK: Czy doświadczenie zdobyte w UK przyczyniło się do zmiany Twojego podejścia do zawodu?

RG: Na pewno. Nauczyło cierpliwości i dążenia do celu. Nauczyło, że jest wielu szefów kuchni bez gwiazdek Michelina, którzy gotują w pięknych miejscach cudowne dania i warto się od nich uczyć. Warto też zabiegać, aby być lepszym oraz brać i dawać sobie wzajemną inspirację. Nauczyło cieszyć się jedzeniem. Pokazało, że można wiele dań przygotować i prezentować w inny, bardziej awangardowy sposób, niekoniecznie według znanych nam polskich trendów.

MK: Dlaczego postanowiłeś wrócić do Polski?

RG: Ponieważ dostałem interesującą ofertę pracy w pięknym i nowym hotelu w moim rodzinnym mieście.

MK: Czy teraz po powrocie zmieniła się Twoja wizja na gotowanie kuchni polskiej?

RG: Zmieniła się wizja podawania i prezentacji potraw na bardziej wykwintną, z naciskiem na wyraźniejszą prezentację składników dań. Uwielbiam łączyć smaki i prowokować moich gości, aby na jednym talerzu łączyli poszczególne składniki i odkrywali ich nowe wrażenia smakowe.

MK: Aktualnie prowadzisz kuchnię w jednym z najlepszych hoteli w Polsce, czy  podroż kulinarna do UK i zdobyta tam wiedza zaprocentowała i pomogła szybciej osiągnąć sukces w Polsce?

RG: Nie wiem, czy to sukces, ponieważ go nie czuję. Robię to, co umiem najlepiej i staram się rozwijać. Cieszyć moich gości i dzielić się z nimi moją pasją.

Mam swoich stałych gości i oni są moim sukcesem, gdy wychodzą zadowoleni.

Nasza Restauracja i Hotel są prestiżowym, biznesowym miejscem w regionie i nie tylko, więc wymagania są wysokie i staram się razem z zespołem je utrzymać i podnosić w miarę możliwości.

Podróż na pewno nauczyła mnie umiejętności podejmowania szybkich decyzji dla dobra gości i zespołu, z którym pracuję. Dała wiele wartości dodanych do mojej wiedzy kulinarnej, nauczyła języka, co ułatwia komunikację z częstymi zagranicznymi gośćmi.

Zresztą Hotel należy do jednych z najbardziej komunikatywnych Hoteli w Polsce. Obcymi językami komunikuje się ok. 93% personelu.

MK: Skąd czerpiesz inspiracje i gdzie szukasz trendów?

RG: Nadal z podróży po zagranicznych restauracjach, głównie z gwiazdkami Michelin, ale nie tylko. Szukam pomysłów również w kuchniach tradycyjnych, babcinych i regionalnych, tłumacząc je na nowoczesny, kulinarny język.

Korzystam również z książek zakupionych za granicą (tu przydał się wyjazd z racji znajomości języka obcego), co pozwala być na bieżąco z trendami i rozwijać fantazję.

Częsta zmiana dań w karcie menu daje możliwość pogoni za nowymi pomysłami i wprowadzania nowych ciekawostek.

MK: Twoje zawodowe plany na przyszłość?

RG: Nie przestawać gotować…

Praca w znanej autorskiej restauracji o wysokim standardzie  – może być moja –  w takiej, gdzie moi goście zamiast iść do marketu czy teatru, będą chcieli spędzić przyjemne 3–4 godziny i oddać się wraz ze mną sztuce… kulinarnej.

Planów jest wiele, myślę, że któryś wypali.

MK: Czy Twoim zdaniem kuchnia polska potrzebuje modernizacji, by sięgnąć po wymarzone gwiazdy Michelin?

RG: Musimy nauczyć ludzi jeść i cieszyć się jedzeniem, szanować pracę kucharzy i doceniać wartość potrawy, a nie jak mawia mój kolega, zaczopować się i zapomnieć, co jedliśmy zaraz za drzwiami restauracji – ważne, że brzuch jest pełen.

Nauczyć trzeba personel odpowiedzialności za pracę, szacunku do produktów, rozpalić w nich pasję, aby zrozumieli, że praca to również – ale i nie tylko – pieniądze, lecz także część naszego życia i warto się poświęcić bardziej. No i że trzeba pracować szybciej, bo nie jesteśmy królewiczami, którzy chodzą po kuchni i afiszują swoje stanowisko (pseudo szefowie kuchni). W restauracjach z gwiazdkami wszyscy pracują na tę nagrodę.

MK: Największe sukcesy?

RG: Sukces hmm…

- kochająca rodzina, dzieci,

- to, że mogę gotować i mam gości, którzy wracają do mojej restauracji,

- to, że mam siłę do pracy i ambitny, wypracowany zespół kucharzy.

I pewnie kilka jeszcze dla mnie ważnych.

MK: Obecne miejsce pracy?

RG:

Executive Chef

Hotel Słoneczny Młyn**** w Bydgoszczy

MK: Rafale, bardzo dziękuję za rozmowę, życzę samych sukcesów i połamania noży.

Z Rafałem Godziemskim rozmawiał Michał Kuter. 

Po raz kolejny mam przyjemność przeprowadzić fantastyczną, pełną pasji i na światowym poziomie kulinarną konwersację. Naszym Gościem po raz drugi i nie bez powodu jest Rafał Godziemski. Jak to jest reprezentować kulinarnie nasz kraj na światowej arenie i jak daleko można zajść? Koniecznie przeczytaj, skomentuj i zadaj Rafałowi więcej pytań…

front 13

Artur CICHOWSKI: Na wstępie dziękuję Ci serdecznie, Rafale, że znalazłeś chwilę na krótką rozmowę. Przyjmij najszczersze, kucharskie gratulacje za tak wielkie sukcesy odniesione podczas VILLEROY & BOCH CULINARY WORLD CUP EXPOGAST 11 INTERNATIONAL TRADE SHOW LUXEMBURG 2010! Mógłbyś przedstawić naszym czytelnikom całą ekipę?

Rafał GODZIEMSKI: Team liczył 5 osób: kapitan, 3 kucharzy i cukiernik.

Nazwa teamu powstała od nazwy sponsora: The Consus Art Culinary Team. Startowaliśmy jako zespół regionalny, czyli Regional Team.

W skład zespołu weszli:

Grzegorz Parczewski – właściciel i szef kuchni restauracji Villa Calvados w Bydgoszczy,

Rafał Godziemski – executive chef, Hotel**** Słoneczny Młyn w Bydgoszczy,

Adam Michalski – szef kuchni i właściciel firmy Perfecter – Warszawa,

Krzysztof Piotrowski – kucharz w Hotelu**** Słoneczny Młyn w Bydgoszczy,

Paweł Małecki – mistrz cukiernictwa – Cukiernia Adam Sowa w Bydgoszczy,

Mariusz Buritta – cukiernik – Cukiernia Adam Sowa w Bydgoszczy.

Ponadto Elżbieta Markuszewska oraz Tomasz Syrytczyk, którzy pomagali nam w trudach wyprawy.

Luxemburg 2010: rozdanie Medali  (Rafał Godziemski pierwszy od lewej)

Luxemburg 2010: rozdanie Medali (Rafał Godziemski pierwszy od lewej)

AC: Czyli nie było Was za wielu… Czy pozostałe ekipy liczyły tyle samo zawodników?

RG: Większość drużyn liczyła dużo więcej osób – bywało, że nad ekipą pracowało prawie 30 ludzi. Dziś wiem, że było nas za mało, co wiązało się z bardzo ciężką pracą. Ponadto w wielu krajach państwo pomaga finansowo w treningach drużynom, które pracują przez cały rok, trenując na wybrane konkursy. Niestety, w Polsce musimy opierać się na hojności sponsorów, co nie jest łatwe.

AC: Na czym polegał wasz projekt i zadania konkursowe?

RG: Przygotowaliśmy stół, wykorzystując promocję roku Chopinowskiego. Głównym elementem dekoracyjnym, biorącym udział w ocenie jury, była naturalnej wielkości postać Chopina, wykonana w całości z czekolady, ważąca około 120 kg. Autorem był Paweł Małecki ­- Mistrz Cukiernictwa z Cukierni Sowa.

Luxemburg 2010: "Czekoladowy Chopin"

Luxemburg 2010: „Czekoladowy Chopin”

Całość była stylizowana na salę koncertową, na której można było spotkać uwertury, etiudy oraz inne fragmenty koncertu. Do wykonania mieliśmy: zestaw menu pięciodaniowy, oraz menu wegetariańskie trzydaniowe, dwa rodzaje tapasów przygotowanych na zimno oraz dwa rodzaje na ciepło dla sześciu osób, trzy ekskluzywne desery oraz petit fours oraz płytę przekąsek dla 8 osób.

Luxemburg 2010: nasz „koncertowy” stół

Luxemburg 2010: nasz „koncertowy” stół

Całość robiła duże wrażenie na zwiedzających. W dniu prezentacji, nasz stół zgromadził największą liczbę odwiedzających, podchodziły również teamy innych narodowości, szczerze nam gratulując. Pojawiła się także ekipa sponsora Mistrzostw, nominując nas do kategorii – Najlepszego Stołu. Nakręcono również materiał telewizyjny dla WACS – przedstawiający nasze wspólne dzieło (kliknij TUTAJ, aby obejrzeć film).

AC: Jak długo trwały przygotowania i treningi jeszcze w Polsce?

RG: Kilka miesięcy, ale intensywna praca zaczęła się 2 miesiące przed, a na miesiąc przed wyjazdem trenowaliśmy praktycznie codziennie po kilka godzin. Polegało to głównie na dopinaniu szczegółów organizacyjnych wyjazdu, noclegów, aranżacji stołu, zastawy i gotowaniu.

zegarmistrzowska precyzja

Luxemburg 2010: zegarmistrzowska precyzja

AC: Podejrzewam, że musieliście być bardzo zmęczeni fizycznie i psychicznie. Co powoduje, że pomimo takiego zmęczenia byliście w stanie tak wiele z siebie dać? Masz już jakąś receptę na zmęczenie? Przecież kondycja psychiczna jest przy takich konkursach niezwykle ważna.

RG: Tak, wykończył nas ostatni tydzień. Treningi dość intensywne, długa, 14-godzinna podróż i rozkładanie kuchni już w Luksemburgu, co też wymagało siły. Ale recepta hmm… to chyba adrenalina, która pobudza jak narkotyk, krew płynie szybciej i nie myśli się o spaniu. Był cel i on był najważniejszy. Reszta została odsunięta na bok.

AC: Jaka atmosfera panuje na takiej imprezie?

RG: Atmosfera bardzo przyjazna, drużyny śpiące i trenujące w naszym hotelu, w noc naszych finalnych przygotowań przynosiły red bulla i z uznaniem patrzyły na naszą pracę. A w trakcie konkursu zaskoczyło mnie podejście jury. Na każde pytanie odnośnie oceny naszej pracy, obdarzali nas szczegółowymi odpowiedziami, co dało nam dużą wiedzę na temat wymagań w czasie następnych konkursów.

Luxemburg 2010: ocena i doradztwo jurorów przy naszym stole

Luxemburg 2010: ocena i doradztwo jurorów przy naszym stole

AC: Mógłbyś wymienić wszystkie zdobyte na tych mistrzostwach kulinarne trofea?

RG: Na tych mistrzostwach zdobyliśmy brązowy medal, a do kolekcji dyplomy i piękne talerze pamiątkowe V&B oraz prestiż, satysfakcję i zadowolenie, co najważniejsze.

Luxemburg 2010: brązowy medal - dyplom

Luxemburg 2010: brązowy medal – dyplom

AC: Czy widziałeś jakieś niepowodzenia i kulinarne wypadki u innych ekip?

RG: Tak, widziałem. Pewien Włoch – cukiernik, rozkładał się obok nas z piękną rzeźbą Avatara wykonaną z cukru. Podczas kończenia swojego dzieła o wysokości ok. 1,5 metra, w jednej chwili wszystko rozsypało się w drobny mak. Nigdy nie widziałem takiego załamania i bezsilności u człowieka. Zajął ostatecznie 2 miejsce w swojej kategorii, zostawiając resztki pracy i pokazując w komputerze swoje dzieło – zdecydowanie zasłuży na swoje srebro!!!

AC: Zawsze byłem ciekawy, skąd się biorą kulinarne trendy na talerzach, techniki gotowania etc. Jestem pewien, że z restauracji gwiazdkowanych Michelin, ale czuję, że mistrzostwa o takiej randze również muszą siłą rzeczy mieć na to wpływ. Jak w rzeczywistości to wygląda, Rafale?

Luxemburg 2010: Consome z gołębia

Luxemburg 2010: Consome z gołębia

RG: Jak wspomniałem wcześniej, większość prac jest wynikiem długich i mozolnych treningów, przez co poprawia się standard. Obserwując aktualne trendy i zainteresowanie gości w restauracjach oraz rosnące wymagania, musimy się odnieść do poprawy jakości potraw. Na pewno śledzenie poprzez zdjęcia czy wyjazdy na różne konkursy – mniej lub bardziej prestiżowe – pozwala kreować potrawy według aktualnych standardów. Obserwacja i wcielanie w życie nowych pomysłów na pewno podnosi naszą wiedzę na temat produktów i wprowadza nowe dzieła do naszego menu, uczy nowych technik kulinarnych, o których wiedza jest niezbędna, podczas tworzenia nowych trendów i pomysłów.

Luxemburg 2010: Hot Tapas - Kogut Wiejski

Luxemburg 2010: Hot Tapas – Kogut Wiejski

AC: Myślę, że najważniejszym, poza umiejętnościami sztuki gotowania na najwyższym poziomie i startowaniu w mistrzostwach, jest sponsor lub sponsorzy, gdyż bez funduszy taki wyjazd byłby jedynie w sferze marzeń. Kto w Waszym przypadku był tym narzędziem spełnienia kulinarnych marzeń?

RG: Naszym jedynym sponsorem jest firma Consus. Właściciel firmy jest niesamowitym sympatykiem jedzenia, koneserem i znawcą win i kuchni z wielu zakątków świata. Znalazł i zainwestował w kucharzy z pasją, czyli Grzegorza i Rafała, aby mogli się rozwijać i spełniać kulinarne marzenia nie tylko w Luxemburgu.

AC: Oprócz sponsoringu finansowego, widzisz jakieś inne aspekty i ważną rolę, jaką odgrywa sponsor?

RG: Zdecydowanie!!! Mamy szczęście, że wszystkie osoby z firmy Consus wspierają nasz projekt i traktują nas jak przyjaciół i uważam, że taka rodzinna atmosfera ułatwia pracę i zachęca do większych wysiłków oraz daje obopólne zadowolenie. Na pewno sponsor jest wizytówką teamu, w tym przypadku bardzo szczególną.

nasz sponsor i partner firma consus

Luxemburg 2010: partner i sponsor naszego zespołu – Firma Consus

AC: Czy byłeś pod wrażeniem prac tych najlepszych z najlepszych, zdobywających pierwsze miejsce i złoty medal? Kto to był i jak oceniasz efekty ich zmagań? Czy w ich ekipie było więcej kucharzy niż w Twojej?

RG: Dużo więcej. Na tych Mistrzostwach dużo się nauczyliśmy. Dziś wiemy, jak można startować w następnych konkursach – mam na myśli, że warto startować w wielu kategoriach i np. jednorazowo zdobyć kilka medali (jeśli będzie dobrze wykonana praca) podczas jednego turnieju.

Luxemburg 2010: dwóch z ośmiu jurorów oceniających nasz stół

Luxemburg 2010: dwóch z ośmiu jurorów oceniających nasz stół

Prace wielu zespołów, zwłaszcza tych medalowych, były na naprawdę bardzo wysokim, światowym poziomie, więc jest też do czego dążyć.

Na ponad 50 startujących krajów w różnych kategoriach, było tysiące prac do oglądania przez 5 dni. Choćby tylko po to warto było jechać do Luxemburga.

Piękne prace wykonali zdobywcy Pucharu Świata, czyli ekipa z Singapuru, ale również warte podglądnięcia są zespoły z USA, Norwegii czy Szwecji i wielu innych krajów.

AC: Jakie plany na najbliższą przyszłość? Następne konkursy i zmagania?

RG: Plany hmm… Właśnie czekamy na przyjście na świat córki (małej szefowej kuchni), w związku z tym kolejne trzy miesiące poświęcam przede wszystkim rodzinie i realizacjom projektów założonych dla hotelu. Projekty są ciekawe. Zostanie założona strefa „Resaturant VIP”, czyli moje miejsce dla moich gości jak w Michelin Star ze specjalnym 12 daniowym menu. Tzw. stół szefa kuchni, gdzie będzie menu przygotowywane przeze mnie i zgodnie z sugestiami gości oraz doborem win i całą celebracją posiłku – czyli zamiast spędzać 4 godziny w markecie czy teatrze, spędzamy czas w restauracji, aby cos przeżyć.

Luxemburg 2010: plater przekąsek dla 8 osób

Luxemburg 2010: plater przekąsek dla 8 osób

Kolejne plany konkursowe nie są sprecyzowane. Rozglądamy się po świecie. Za dwa lata jest Kulinarna Olimpiada w Erfurcie (Niemcy). Ale to jeszcze daleko, więc myślę, że po drodze znajdziemy coś ciekawego. Zapewne wyjazdy szkoleniowe będą intensywne – od Lyonu po Excel w Londynie czy Targi Inter Noga oraz tradycyjnie zwiedzanie najlepszych restauracji na świecie (jak co roku). Ofert jest kilka… Pozostawię je dla siebie, aby się rozwijały.

AC: Wow!!! Gratuluję z całego serca! Dziękuję jeszcze raz za poświecony czas i rozmowę, która na pewno wzbogaci kulinarnie nasz portal.

RG: Ja również dziękuję i z tego miejsca pragnę podziękować za wsparcie wielu osobom i firmom: Mojej Żonie, za cierpliwość i wsparcie oraz Córce Sarze, za bezgraniczną wiarę w swojego tatę. Firmie Consus oraz wszystkim z Hotelu Słoneczny Młyn w Bydgoszczy, którzy dają mi siłę na co dzień oraz portalowi Papaja.pl, za ich pasję w promowaniu kucharzy z całego kraju. I oczywiście WDK – portalowi, który łączy kraje i otwiera nowy punkt widzenia na kulinaria w naszym kraju. To dzięki takim łącznikom możemy zmienić nasz stary, kulinarny trend i wiedzieć więcej.

AC: Życzę powodzenia w dalszej karierze zawodowej, Mistrzu Rafale Godziemski. Jeszcze na koniec, jakbyś mógł przypomnieć wszystkim, gdzie obecnie pracujesz, może ktoś z czytelników będzie w Twojej okolicy i będzie miał tę przyjemność usiąść przy Twoim stole i spróbować smaków autorstwa tegorocznego laureata brązowego medalu Mistrzostw Świata w Luxemburgu.

RG: Serdecznie zapraszam:

Rafał Godziemski Executive Chef

Hotel Słoneczny Młyn w Bydgoszczy

Ul. Jagiellońska 96

85-027 Bydgoszcz

Tel. 00 48 502 601 346

e-mail rafalgodziemski@o2.pl 

Rafał Godziemski, Executive Head Chef hotelu „Słoneczny Młyn”, kolejny już raz przyjął zaproszenie do podzielenia się z nami swoimi inspiracjami w kuchni. Jak zwykle interesująca i pełna kulinarnej pasji rozmowa z jednym z najbardziej kreatywnych szefów kuchni w Polsce.

Jak jeszcze można zachwycić swoich restauracyjnych gości? Czy tylko smakiem swoich potraw? Okazuje się, że nie tylko… Koniecznie przeczytaj tę rozmowę.

front

Artur CICHOWSKI: Witaj Rafale, dzięki za poświęconą chwilę, którą niewątpliwie znaleźć Ci ciężko. Ostatnio rozmawialiśmy o Twoim udziale w zeszłorocznych Kulinarnych Mistrzostwach Świata w Luxemburgu. Czy w jakimś stopniu wydarzenie to miało później wpływ i przełożenie na codzienną pracę w Twojej kuchni?

Rafał GODZIEMSKI: Cześć. Rzeczywiście ciężko o chwilę wolnego czasu, wszak każdego dnia dzieje się tyle ciekawych rzeczy i tak wiele jeszcze mamy do zrobienia, zobaczenia i nauczenia.

Puchar Świata w Luxemburgu i zdobyty tam brązowy medal, na pewno dał kolejny powiew aspiracji do nowych pomysłów. Może wynik nie był wykorzystany w późniejszym czasie marketingowo (co mi często zarzucano) ale cóż, nie każdy się na tym zna, a ja tym czasem jestem bogatszy o kolejne doświadczenie, które się przekłada na moją kucharską drogę. Nie mniej jednak, nie tylko Puchar Świata daje inspirację do nowych wyzwań.

Dają ją również podróże po różnych krajach i restauracjach najwyższych kategorii. Łącząc te doświadczenia oraz wiarę w to, że warto wzorować się na pozytywnych doświadczeniach kucharzy -pasjonatów i przekładać je w miarę możliwości na nasz polski rynek poprzez pryzmat własnej wyobraźni, można czerpać z tego dużo przyjemności. Lecz trzeba pamiętać, że na koniec dnia, nie ważne, ile mamy pomysłów, kończą się one dodatkowymi godzinami spędzonymi w pracy, które nie wiemy nawet, kiedy uciekły, pochłonięci nowym wyzwaniem i przyznam, że chwil takich jest wiele.

„DESEROWE SHOW NA ŻYWO”

AC: Tę odwagę do podejmowania wyzwań szczególnie dało się zauważyć przy Twoim deserowym show na żywo przed gośćmi. Powiedz nam proszę, na czym polegało to niecodzienne wyzwanie?

RG: Krótko mówiąc, na namalowaniu deseru składającego się z ok. 30 składników specjalnie na tę okazję przygotowanych. Potrzebny był do tego ponad dwumetrowy, okrągły stół i jasnoszara mata silikonowa imitująca obrus tych wymiarów, co stół. Zdobycie tej maty okazało się nie lada wyzwaniem, ale się udało. Zadbałem o oprawę muzyczną, która miała wprowadzić gości w tajemniczy, celtycki nastrój oraz kandelabry i inne światła, podnoszące mistyczność pokazu, a także różnego rodzaju efekty dymne, m.in. z azotu i paru innych elementów.

Mistrz w akcji - pierwsze pociągnięcia łyżki

Mistrz w akcji – pierwsze pociągnięcia łyżki

 

Mistrz w akcji - ciąg dalszy

Mistrz w akcji – ciąg dalszy

AC: Skąd wziął się pomysł na taką formę tego przedstawienia?

RG: Ciekawostka ta była inspirowana jedną z podróży – w tym przypadku po USA. W Chicago trafiliśmy do restauracji Alinea. Zainspirowany piękną kuchnią i deserem, jaki namalował nam chef Achatz, postanowiłem przełożyć to na propozycję naszego hotelu i dołączyć do tego show z mistyczną muzyką i kilka nowych elementów na większą skalę, no i chyba się udało.

AC: Ile osób postanowiłeś na żywo tym zaskoczyć?

RG: Ten deser i zabawę przygotowaliśmy dla 70 osób.

Ukończone dzieło

Ukończone dzieło

AC: Przyznaję szczerze, że kiedy zobaczyłem relację na portalu Papaja, serce mi stanęło z wrażenia, że jako pierwszy w Polsce to zrobiłeś. Znam źródło Twojej inspiracji tego niecodziennego, kulinarnego show, rozmawialiśmy o tym podczas ostatniego spotkania w Polsce i chylę moją jakże skromną przy Tobie kucharską czapkę, w wyrazie gratulacji za świetną robotę i podziwu za odwagę.

Wiem, że pobiłeś swoisty rekord w podjęciu tylu gości przy jednym deserze na stole, kolejne gratulacje. Mistrz Grant Achatz w swojej restauracji Alinea robi to na specjalne zamówienia chyba do 12 osób. Do tego efekt muzyki na pewno dopiął wszystko w jedną całość i niezwykłą atmosferę. Opowiedz nam, proszę, co dokładnie wchodziło w skład tego mega deseru.

Składniki "Deserowego Show"

Składniki „Deserowego Show”

RG: Hmm… Sporo składników i cały dzień przygotowań wraz z zespołem. Ale tak w skrócie m.in.:

- sferyczne ravioli z coca coli, ravioli z pomarańczy, ravioli ze słodkiej marchwi,

- dekonstrukcje z owoców (pomarańcza, grapefruit, limonka),

- puree z owoców w czterech smakach oraz coulis zagęszczone,

- wata jadalna w trzech owocowych smakach,

- mrożone kwiaty i zioła,

- malowana srebrna czekolada w zamszu,

- strzelająca czekolada,

- dmuchane lody czekoladowe,

- lizaki z kwiatami jadalnymi w kilku odsłonach,

- bezy w dwóch smakach,

- jadalna ziemia w trzech smakach,

- śnieg.

Składniki "Deserowego Show"

Składniki „Deserowego Show”

AC: Ile czasu trwało całe show?

RG: Samo malowanie zajęło ok. 45 minut, ponieważ rozkładanie produktów i malowanie stołu o ponad 2 metrowej średnicy zajmuje jednak troszkę czasu. Natomiast sama konsumpcja chyba kolejne 40 minut. Przyjemnie jest, kiedy goście rozważają, co jest na stole, są mile zaskoczeni czymś nowym, niekonwencjonalnym smakiem, niespotykanym połączeniem i nie podchodzą do tego typu słodkich wydarzeń, jak do sernika z bitą śmietaną.

deser 6

Łyżki poszły w ruch :)

AC: Jeszcze raz gratulacje. Rzekłbym, że należą Ci się również podziękowania za wkład w światowy rozwój polskiej gastronomii!

RG: Aj tam wkład… ale zabawa super! Ale dziękuję, że tak to postrzegasz.

CHEF’S TABLE

AC: Zmieniając temat, chciałbym zapytać, czy podjąłeś jeszcze jakieś nowe wyzwania w swojej kuchni, którymi chciałbyś się podzielić?

RG: Wiem, o co pytasz. Tak, wygospodarowałem najładniejsze miejsce w naszej restauracji dla swoich gości nazywając je Chef’s Table. To właściwie żadna nowość na świecie, jednak u nas raczej wciąż zjawisko rzadko spotykane. Z reguły, stół taki jest umieszczony w okolicy kuchni, aby grupa gości mogła w międzyczasie oglądać pracę kucharzy, ale jest wiele obiektów, w których jest on umiejscowiony na sali.

Chef's Table

Chef’s Table

 

Chef's Table

Chef’s Table

Stół ten rządzi się swoimi prawami, goście mają zupełnie inne doznania kulinarne, specjalne menu i spędzają w restauracji od 2 do około 3 godzin, w zależności od doboru dań i innych kulinarnych atrakcji, które przygotowaliśmy. Możemy przyjąć maksymalnie do 10 osób przy Stole Szefa Kuchni, aby zagwarantować najwyższą jakość podawanych dań, przygotowanych specjalnie na tę ceremonię.

Poza stołem jest kilka innych ciekawostek, ale opowiem o nich być może przy następnej okazji.

AC: Super! Gratulacje po raz wtóry. Wiem, że z tym pomysłem nie jesteś pierwszy w Polsce, ale jak Cię znam, to czuję, że jakiś „kreatywno – kulinarny diabełek” śpi w szczególe i czymś się wyróżniasz.

baner mlzn

RG: Nie jestem pierwszy. Ale mamy ciekawe propozycje od 5 do 10 daniowego set menu wraz z przerywnikami, ustalamy własne menu przy każdej okazji, serwujemy drogę win do każdego dania. Mamy jedną z najładniejszych zastaw, najnowszych linii na tę okazję i podajemy potrawy w dość awangardowy sposób. Do wyboru mamy zarówno menu regionalne, jak i nowatorskie. Większość rezerwacji ustalam osobiście z gośćmi. Jest to troszkę jak teatr, gdzie moi goście mają się poczuć szczególnie i coś kulinarnie i artystycznie przeżyć.

AC: Czy na te specjalne okazje i rezerwacje do tego stolika sam, własnoręcznie gotujesz? Czy może odbyć się to bez Ciebie?

RG: Na chwilę obecną gotuję osobiście, oczywiście przy pomocy mojego zespołu. Jestem z gośćmi bardzo blisko, dzieląc się uwagami i informacjami na temat potraw – ma być przyjacielska atmosfera i taka ma zostać w pamięci moich gości.

MAGICZNY OGRÓD

AC: Doszły nas medialne słuchy, które już krążą w środowisku, że budujesz i organizujesz przyhotelową szklarnię i zamierzasz raczyć swoich gości produktami własnej uprawy! Co zamierzasz tam uprawiać?

aa1

RG: Właściwie to już mamy szklarnię. Tak jak pisałem, kolejne miłe godziny spędzone, aby coś robić jeszcze. Okres sadzenia już w pełni i powoli są pierwsze efekty. W tym pierwszym roku skupiłem się tylko na kwiatach i ziołach. Przepiękne uczucie, gdy rano wchodzisz do własnego ogrodu mówisz – Dzień Dobry i pachną kwiaty, zrywasz świeże zioła na serwis tyle, ile potrzebujesz i wiesz, ile pracy to kosztuje, a potem czerpiesz przyjemność ze zrobienia czegoś od zera samemu i masz możliwość podzielenia się tym z gośćmi.

Mam wiele ziół m.in. cząber, miętę, oregano, kminek, majeranek, tymianek i rozmaryn po dwie odmiany, estragon, lawendę i parę innych. Są też odmiany szczypiorku na śniadania, czy 2 rodzaje koperku i pietruszki oraz kilka gatunków kwiatów jadalnych. Sadzimy również co jakiś czas jakiś nowy okaz.

Myślę, że taki dobry okres dla ogrodu będzie dopiero około maja – czerwca, gdy wszystko zacznie kwitnąć i zbierzemy właściwe plony.

aa2

AC: Brawo! Kolejne działanie na poziomie i w wadze ciężkiej Michelin Star! W restauracjach najwyższej klasy na świecie jest to bardzo modne i niezwykle szanowane przez gości. Jednak ze względów technicznych, wciąż mało praktykowane. Z tym jestem prawie pewien, że będziesz pierwszy w Polsce. Mam rację?

RG: Powinno być szanowane, bo proszę mi wierzyć, że te wszystkie czynności kosztują kucharzy dużo pracy, a przecież oprócz naszej satysfakcji, robimy to przede wszystkim dla Państwa, abyście byli szczęśliwi i mogli kosztować tego, co najlepsze. A i kucharzy uczy szacunku do produktów i pracy z nimi.

aa3

Wiem, że są restauracje, które mają własne ogródki ze świeżymi ziołami czy warzywami, bo jest to dość łatwe, że tak powiem do ogarnięcia przez małe obiekty – ale czy hotele – ja nie wiem… może…? Dla mnie istotne jest, aby sami kucharze się tym zajmowali i traktowali to jako kolejny dział kuchni.

Ważne, abyśmy robili to, co kochamy robić i robili to w miarę swoich możliwości dobrze i nie patrzyli na innych, nie szukali konkurencji tylko współpracy i partnerstwa. Wówczas dużo się nauczymy i będziemy się mogli tym dalej dzielić z innymi, a kolejne pomysły nadejdą tak szybko, jak to będzie możliwe….

AC: Drogi Rafale! Kończąc, chciałbym Cię nazwać polskim kulinarnym Krzysztofem Kolumbem, który na tym niezmierzonym oceanie smaków i zapachów eksperymentuje, czerpie inspiracje i wprowadza je na stałe w życie…

RG: Dziękuję.

AC: Jak zwykle rozmowa z Tobą była czystą inspiracją dla mnie i mam nadzieję dla naszych czytelników. Dziękuję i do zobaczenia wkrótce w Polsce.

logo mlyn 

Rafał Godziemski, Executive Head Chef hotelu Słoneczny Młyn” po raz kolejny gości na stronach WszystkoDlaKucharzy.com.

Zapraszamy na fascynujący wywiad, którego motywem przewodnim jest organizowany 14 kwietnia 2012 roku, przez Rafała Godziemskeigo oraz Aleksandrę Sowę (czyli Trendy Chef Team) konkurs Trendy Chef International Culinary Competition.

trendy2

Artur Cichowski: Witam serdecznie, Rafale w kolejnej już kulinarnej dyskusji na łamach portalu WDK. Dziękuję, że znalazłeś dla nas chwilę na rozmowę.

Rafał Godziemski: Witam i cieszę się, że mogę po raz kolejny gościć na stronach portalu WDK z następnym pomysłem.

AC: Jesteś praktycznie non stop zajęty, cały czas wprowadzasz w życie swoje mniejsze i większe kulinarne inspiracje i autorskie pomysły. Czy wszystkie osiągnęły Twój zamierzony cel? Czy jest wśród nich coś, na co jest jeszcze w naszym kraju za wcześnie? Czy czujesz, że polski gość jeszcze na coś nie jest gotowy?

RG: Fakt, jedynym moim wrogiem w życiu jest brak czasu na rzeczy, które jeszcze są do zrobienia i czekają w kolejce na swój czas. Ale po kolei wszystkie te rzeczy osiągną cel. Pomysłów jest wiele i do każdego z nich jest potrzeba analiza, konfrontacja, próby i rozmowy z innymi. Co najważniejsze to wiara. Moje jedno z mott to:

„Jeśli się w coś mocno wierzy – zawsze się spełnia, ale na niektóre z tych rzeczy czasami trzeba zwyczajnie chwilę poczekać”

Żyję tym, co robię, często wymyślam nowe dania lub wprowadzam nowe rozwiązania w hotelu, restauracji, projektuję zastawę, wszystko z myślą o moich gościach i cieszę się, gdy to doceniają, gdy dania smakują, choć czasami są kontrowersyjne lub zbyt awangardowe według tradycjonalistów.

Nie mniej jednak moim założeniem jest to, że dania mają wyglądać, czyli być estetyczne, mają być dokładne i smaczne, a jeśli są skomplikowane to dobrze… Stawiam na naturalizm i własną produkcję swoich dodatków od podstaw, jak: lody, sosy, uprawa ziół, powidła, zaprawy, pikle itd. To kosztuje czas i może być krytykowane w taki lub inny sposób, ale jest niepowtarzalne i moje, wynikające z ciężkiej pracy i pasji. Nie gotuję na pokaz, gotuję dla gości i dla siebie a to fajny duet… Nie chcę oceniać polskiej gastronomii, ale na pewno jeśli chcemy wprowadzać „nowe”, musimy dużo jeszcze rozmawiać z naszymi gośćmi, aby obudzić w nich ciekawość nowych smaków, stylów gotowania – robić swoje jak najlepiej potrafimy, ponosząc po drodze czasami porażki, które nas kształtują.

AC: Powodem dla którego zaprosiłem Cię dzisiaj do rozmowy, jest Twój kolejny bardzo duży projekt pt.”Trendy Chef”. Powiedz proszę, co to jest i skąd w ogóle ten pomysł?

RG: Myślę, że to nowy i ciekawy pomysł na konkurs. Skierowany jest do odważnych, ambitnych i doświadczonych kucharzy – profesjonalistów. Do szefów, którzy mają wyobraźnię i pasję oraz chcą pokazać, jak wiele jest do zrobienia poprzez ich fantazje i doświadczenie. Wielu z nas śledzi pracę znanych kucharzy – celebrytów gotujących za granicą oraz ogląda ranking najlepszych restauracji na świecie, czy podpatruje pracę szefów Michelin Star.

W Polsce jest wielu utalentowanych kucharzy, którzy w cieniu kreują piękne i smaczne dania, zaskakują swoich gości pomysłowością i zdolnościami. To ich chcemy poznać, bo to oni po cichu zmieniają polską gastronomię, podnosząc jej poziom.

Wymyśliliśmy, że będzie to konkurs bez ograniczeń, aby każdy z uczestników mógł się spełnić na 100%, użyć każdego sprzętu, który jest mu potrzebny do wykonania najlepszego z dań, dowolnych technik, dowolnej aranżacji, dowolnej kuchni. Oprócz trzech podstawowych produktów, reszta nieujęta w regulaminie jest dowolna. Chcemy piękne i smaczne, nowatorskie potrawy. A istotą są – autorskie dania.

Ideą jest również, aby konkurs z racji uczestnictwa zawodowców mógł pokazać, gdzie aktualnie jesteśmy, w jakich czasach, na jakim poziomie w polskiej gastronomii i kto ten poziom tak naprawdę reprezentuje. Znam wielu zdolnych kucharzy w Polsce, którzy są inspiracją i kreują piękne dania na talerzach, wyznaczając nowe trendy.

Myślę, że tak, jak w światowej modzie, kreatorzy prześcigają się, aby co roku zaskoczyć swoimi awangardowymi pomysłami na ciekawe ubiory, tak nadszedł czas dla polskiej gastronomii, by w sposób dynamiczny kreować co roku coś nowego, ciężko pracować, by na kolejny rok wyznaczyć nowy kierunek, nowe wyzwania, ciekawe rozwiązania. Tego mogą dokonać tylko ludzie z pasją, a wiem, że w Polsce (nie tylko w Warszawie i Krakowie) są kucharze, którzy zasługują aby być ambasadorami Trendy Chef na kolejny rok.

AC: To niesamowite przedsięwzięcie. Za granicami naszego kraju istnieje od zawsze pojęcie „Trendy Chef” czy „Trendy Cooking”, teraz przyszedł czas na Polskę. Rafale, to ogromny krok do przodu w rodzimej gastronomii i zdecydowanie otwarcie nowych kart jej historii. Gratulacje!

RG: Tak, jest to duże przedsięwzięcie, więc nie robię tego sam. Organizatorami są firmy i ludzie związani z gastronomią szeroko pojętą oraz jej sympatycy.

Oficjalnymi organizatorami są:

Hotel Słoneczny Młyn i Cukiernia Sowa, którą reprezentuje w tym przypadku Aleksandra Sowa.

AC: Zaplanowaliście zaprosić jakichś gości specjalnych z zagranicy? Jeśli tak, możesz zdradzić na tym etapie organizacji kto to będzie?

RG: Tak, zapraszamy wielu ciekawych gości i mamy nadzieję, że ich obecność uświetni i podkreśli rangę konkursu. Więcej szczegółów ogłosimy w późniejszym czasie, gdyż czekamy na potwierdzenie wszystkich.

Ale myślimy, że warto będzie znaleźć się w tym gonie…

AC: Czy w restauracjach szefów kuchni, którzy nie będą brali udziału w konkursie, a którzy będą chcieli się przyłączyć do trendów i je w swoich kuchniach prezentować, będziecie mieli jakieś symbole upewniające o tym gości, którzy nie wiedzą jakie są obecne trendy?

RG: Zapewne myślisz, czy będziemy wydawać jakieś certyfikaty lub coś podobnego. Nie będzie to możliwe z przyczyn technicznych, wydanie certyfikatu z logiem całej idei wymagałoby ścisłej kontroli, wywiązywania się z zapewnień i określonych standardów, a na to fizycznie na ten moment nie mamy czasu. Ponadto jest u nas w kraju wielu ludzi, krytyków, którzy się tym lepiej lub gorzej zajmują.

AC: Jak zamierzasz po konkursie i ustanowionym trendzie docierać z tym do kucharzy i wcielać go w życie na terenie całego kraju?

RG: Postaramy się utrzymać naszą stronę i tam prezentować dania, które aktualnie są prezentowane w restauracjach. Wierzę, że współpraca z portalami takimi jak Papaja.pl czy WszystkoDlaKucharzy.com pomoże nam wszystkim w poszukiwaniu ciekawych i nowych inspiracji w naszym zawodzie i pozwoli się nimi dzielić.

AC: Pamiętam Twój udział w konkursie Dorszowe Żniwa, gdy mieszkałeś w Londynie. Konkurs ten zresztą wygrałeś. Czy myślisz, że więcej naszych rodaków pracujących pod zagranicznymi okapami powinno podjąć się startu w Waszym konkursie?

RG: Myślę, że to ciekawa promocja swojej osoby na polskiej arenie kulinarnej dla każdego kucharza i zarazem przyjemna przygoda. Sami wspominamy nasze przygotowania i podróż do Polski.

Do udziału w konkursie bardzo zachęcamy wszystkich, którzy mają coś do powiedzenia na temat nowych inspiracji, chcą się nimi podzielić i kreować to, co nowe.

AC: Dziękujemy za Twoje uznanie WDK patronem medialnym tego wielkiego przedsięwzięcia. Jest to dla nas zaszczyt i dołożymy wszelkich starań, aby „Trendy Chef Team” był usatysfakcjonowany.

Dziękuję również za jakże cenną rozmowę i w imieniu całego Wydawnictwa WDK oraz skupionych wokół niego przyjaciół, życzę jak największego sukcesu i powodzenia w realizacji jednego z najważniejszych, kulinarnych wydarzeń w polskiej gastronomii.

RG: Ja również dziękuję i zapraszam do śledzenia informacji, które będziemy aktualizować na stronach:

www.TrendyChef.eu 

www.papaja.pl

www.WszystkoDlaKucharzy.com 

Tam też znajdziecie regulamin i formularze zgłoszeniowe.

trendy chef logo waskie

Brak komentarzy.

Czekamy na Twój komentarz

Musisz być zalogowany ,aby zostawić komentarz.

ZAREJSTROWANI INACZEJ TRAKTOWANI!

Rejestrując się na portalu WDK, dołączysz do kulinarnej elity. Dając Ci prawo do uczestnictwa w gorących dyskusjach na FORUM liczymy na Twój pozytywny wkład w Kulinarną Rewolucję.

Logowanie

Utracone hasło?

Zarejestruj się

Please contact the administrator.

Biblioteka Wszystko dla kucharzy
Kinoteka Wszystko dla kucharzy