Hilton Garden Inn Kraków Airport IX/2015

Myślę, że większość odpowie jednoznacznie NIE. Podobnie jak w galerii handlowej. Też wielu odpowie NIE. W tym drugim przypadku jednak znalazłem już chlubne wyjątki. Z lotniskami kojarzy mi się przede wszystkim jedzenie zrobione z dużym wyprzedzeniem, a jak się jest głodnym, to zje się wszystko. Inaczej jest w Hiltona Garden Inn Kraków Airport.

Krakowski Hilton jest ucieleśnieniem powiedzenia – wyjątek potwierdza regułę. Miałem się o tym przekonać w czasie wizyty w Krakowie. Do tego Hotelu, gdzie przez trzy dni rozkoszowałem się pobytem, zaprosił mnie szef kuchni Hiltona na lotnisku w Balicach.

pstrag

Moją degustację dań z karty zacząłem od powitalnego kieliszka prosecco, by już po chwili zanurzyć się w ciągu smakowych doznań. Pstrąg wędzony z łososiem solonym, rzepą, burakiem, wędzoną słoniną i jabłkiem został podany na dobry początek. I rzeczywiście był to dobry początek. Mimo dość bogatej liczby produktów na talerzu panuje tu harmonia, a kucharz wiedział, co chce powiedzieć. Pstrąg wędzony nieomal maślany znakomicie „spinał” się z chrupiącym zielonym jabłkiem, w którym widać angielskie nuty przywiezione ze sobą z Wysp przez Miłosza. A sprężysty solony łosoś o kolorze bursztynu z miękkim burakiem. Ale tak naprawdę dodatek drobnych kawałków wędzonej słoniny zamyka wszystko w ciekawą całość. Słodycz miesza się ze słonymi akcentami, a delikatne miękkie struktury akcentowane są chrupkościami Czy coś więcej potrzeba w momencie, gdy w tym wszystkim zamknięty jest smak?

wedlinuy

Niezmiernie ucieszyła mnie druga przystawka – Selekcja włoskich wędlin. Nie będę ukrywał, że od dawna mam słabość do kiełbas i szynek ze słonecznej Italii, a tu na talerzu dobra salami, smakowita mortadela i piękna w smaku szynka parmeńska. Wzbogacone antipasti: marynowanym karczochem, jabłkiem kaparowym, suszonym pomidorem oraz świetnym pieczywem. Ale jak się okazało, nie to było najważniejsze, lecz konfitura figowa w słoiku, która po chwili stała się być mocną z charakterem – musztardą figową. I mimo że wędliny skończyły się, to ja do samego końca z pieczywem wyjadłem te drapiące z każdym kęsem solidniej figi wzmocnione chilli. Jeśli tu będę następnym razem, zdecyduję się na wędliny nie dla nich samych, ale dla musztardy figowej.

ramen

Ramen z polędwicą wołową trochę mnie zirytował. Pomyślałem i Miłosz uległ modzie. Przecież ramen wchodzi mocno do kart, a to nic innego jak japoński, bardzo smaczny fast food, z którym spotkałem się, będąc swego czasu w Tokio. No, ale fast food. Kiedy jednak spróbowałem, zmieniłem zdanie. Okazało się, że w dobrych rękach hamburger zmienia się w restauracyjne danie, a ramen w rosół, który tak lubimy, ale rosół szczególny, bo z wyraźnymi akcentami azjatyckimi od makaronu sobe po nuty z kolendrowymi przebłyskami. To jest jednak dla mnie rosół, bowiem, nie dość, że Miłosz wraz ze swoim sous chefem Romanem Pawlikiem nie zastosowali dashi, a wspaniały esencjonalny bulion wołowy, który świetnie skomponował się z przygotowywaną w niskiej temperaturze polędwicą wołową, Stała się ona miękka, tak iż mogłaby rywalizować z masłem swoją strukturą. No, ale jednak jeśli ktoś woli jeść ramen to miał też chrupiące akcenty warzywne. Większość ramenów, które jadłem mają dla podniesienia kaloryczności dania jednogarnkowego jajko na twardo. Lubiłem tę kompozycję, ale ten z Hiltona zostałby w swoich subtelnościach zniszczony jajecznym smakiem. Dla mnie to danie obowiązkowe do spróbowania.

tunczyk

Tuńczyk grillowany serwowany z ziemniakami zieloną fasolką, jajkiem poszetowym, czarnymi oliwkami (świetna tapenada jako jedna z odsłon oliwek), pomidorami, kaparami, cebulą, masłem i pudrem z łososia. Nie będę się rozpisywał nad tym daniem, bo odbiorę Wam całą przyjemność jego poznawania. Powiem tyle, jeśli lubicie sałatkę nicejską, to musicie zamówić to danie. Bo są w niej wszystkie składniki niezbędne, ale przygotowane w inny sposób. To dekonstrukcja i nowa odsłona sałaty nicejskej, którą można, jak zapewniał sous chef przygotować nieomal na jednej patelni. Mnie oczarował stek z tuńczyka i jajko poche, które otuliło całość dania aksamitnym żółtkiem. To najdroższe danie w karcie, ale myślę, że poznaniak (czyli np. ja) oraz Krakus słynący z oszczędności nie powinni w tym przypadku płakać nad wydanymi pieniędzmi, tylko nad daniem, które się kończy na talerzu.

policzki

Policzki wołowe długo duszone serwowane z purée ziemniaczanym, glazurowanymi warzywami i pianą chrzanową. Policzki z wszelkiej zwierzyny wydają się już tematem ogranym. Wiele restauracji miało lub ma je w karcie i dla stałych bywalców restauracji są one już mało atrakcyjne. Przeglądając jednak kartę w Hiltonie, nie omijajcie tej pozycji, bo okazuje się, że policzki to wciąż pole do popisu. Team Miłosza przygotował je, w taki sposób, że nie trzeba się przejmować ich gryzieniem, tylko można zagłębiać się w ich smak. Są tak miękkie, a jednocześnie trzymają się całości, że wystarczy delikatne rozcieranie ich językiem na podniebieniu, by cieszyć się ich smakiem winno-demiglacowym z chrzanową nutą z pianki. Dodatki nie przeszkadzają w spokojnej konsumpcji, bo są to puree i musy (zwróćcie uwagę na ich owocowy charakter), a drobne chrupnięcia kalafiora romanesco i strączków groszku przywracają nas towarzystwu, z którym jesteśmy przy stole.

zeberka

Żeberka wieprzowe BBQ, podawane z kaszą gryczaną, marchewkowym purée, bobem i konfiturą z radicchio. Miłosz chciał mnie chyba znokautować i dołożył kolejny cios – żeberka, które można jeść bez noża, bowiem po ich dotknięciu mięso postanawia pozbyć się towarzystwa kości. Kasza gryczana to wymarzony kompan dla żeberek, a dodatki skrobiowe ze słodką „marchwianką” łagodzą poczucie mocnego, solidnego wręcz męskiego dania – żeberka z kaszą. Polecam spróbować konfiturę z radicchio… ciekawe. O jedno bym się jednak upomniał, więcej sosu chef! Cóż na to poradzę, że uwielbiam, jak kaszę otula intensywny smak lepkiego sosu mięsnego lub grzybowego.

antrykot

Antrykot wołowy sezonowany serwowany z ziemniakami Dauphinoise, pomidorami, pieczarkami i szpinakiem. No i jak w ewangelicznej Kanie Galilejskiej najlepsze wino podano na koniec, to Miłosz wspaniały antrykot podał na sam koniec, kiedy żołądek walczył z rozsądkiem. Najpierw, żeby dać odpocząć żołądkowi, powiem o wizualnych wrażeniach. Stek lubi pieczarki. Są, ale w formie kenela przesmażone i jako fajna pasta. Miłosz przyznaje się do tego, że lubi azjatyckie wtręty do kuchni. I tu może nie ma smaków, ale wizualnie szpinak na steku wygląda jak wakame. W dzbanuszku ukryty był aromatyczny połyskujący demi glace. Z garnuszka zaś dochodził zapach klasycznie zrobionych ziemniaków. Dlaczego? Bo pachniały gałką muszkatołowa, które często w tej wersji ziemniaków w Polsce się pomija. Na, ale dość tego oglądania. Zabrałem się za stek. Soczysty, piękne medium, z lekką słodyczą, tak charakterystyczną dla sezonowanego mięsa. Dodatki skomponowane bez zarzutu, a „dufinny” ze swoją muszkatołowością the best, Danie do powtórki przy następnej wizycie, bo żołądek przypomniał o tym, że mamy zaplanowane jeszcze inne atrakcje kulinarne tego dnia.

miłosz

Z rozsądkiem przełożyliśmy desery na kolejny dzień. I o tym w następnym odcinku. Podsumowanie może być tylko jedno, jeśli jesteście w Krakowie, albo mieszkacie w tym mieście, planując wyjście do restauracji, pamiętajcie, że na Balicach dobrze karmią w Hiltonie. Na straży smaku stoi Miłosz i Roman. I nie mówcie, że to kawał drogi od Centrum, bo dobra cena, świetny smak, profesjonalny serwis i brak tłoku wynagrodzą kilka minut w samochodzie. Na lotnisku też można smacznie zjeść.

Brak komentarzy.

Czekamy na Twój komentarz

Musisz być zalogowany ,aby zostawić komentarz.

ZAREJSTROWANI INACZEJ TRAKTOWANI!

Rejestrując się na portalu WDK, dołączysz do kulinarnej elity. Dając Ci prawo do uczestnictwa w gorących dyskusjach na FORUM liczymy na Twój pozytywny wkład w Kulinarną Rewolucję.

Logowanie

Utracone hasło?

Zarejestruj się

Please contact the administrator.

Biblioteka Wszystko dla kucharzy
Kinoteka Wszystko dla kucharzy