Jak mięsożerca z weganką rozmawiali

mariola-streim-foto.1024x1024Rozmowa z Mariolą Streim autorką książki  „Wege – tu się kroi coś pysznego”. Nie raz mówiłem, że trudno mi dyskutować z kimś, kto swoją dietę opiera tyko na roślinach. Wynikało to zawsze z tego, że trafiałem na rozmówców stygamtyzujących mnie za moje kulinarne przyzwyczajnia związane z konsumpcją mięsa. Ciesze się, że wreszcie spotkałem kogoś, kto nie próbuje na siłę przekonać mnie do zmiany moich upodobań, nie mówi, że to co robi jest lepsze, ale podejmuje ze mną dialog na trudne tematy związane z tolerancją, poszanowaniem drugiej osoby. To bardzo ciekawa rozmowa ludzi z przeciwnych biegunów. Bardzo dziękuję za nią Pani Marioli, wiele mnie nauczyła, a jej książka pokazałą mi, że wiele dań mogę wprowadzić do domowego menu z marszu. Zapraszam do lektury.

Zacznę może trochę nietypowo od pytania dlaczego mówimy o wegetarianizmie i weganizmie skoro w polskiej świadomości istnieją pojęcia kuchni postnej czy kuchni jarskiej. Nie lepiej zatem mówić o jaroszach niż o wegetarianach. Czy wynika to z mody, czy są zasadnicze różnice?

– Na pierwszy rzut oka jest to trochę niejasne, ale szybko da się uporządkować. Kuchnia jarska to kuchnia wegetariańska i wyklucza głównie mięso. Dzieli się na podgrupy i jedną z takich podgrup jest właśnie weganizm, który jednoznacznie wyklucza wszystkie produkty pochodzenia zwierzęcego, w tym również żelatynę, jajka, nabiał, niektóre barwniki spożywcze itp. Weganizm dotyczy też wielu innych aspektów naszego życia, nie tylko jedzenia. Skłania do zastanowienia się nad sensem wykorzystywania żywych istot do naszych (często niekoniecznych) potrzeb. Weganin nie będzie czuł się komfortowo w skórzanych butach, o ile w ogóle je założy. Sama mam niestety w mojej szafie skórzany pasek, ale kupiłam go już bardzo dawno temu, więc skoro już go mam i został wyprodukowany, to już go znoszę. Wyrzucenie go byłoby swojego rodzaju marnotrawstwem i brakiem szacunku dla zwierzęcia, które dla tego paska już i tak zostało zabite. Kupując ten słynny pasek ponad 15 lat temu, byłam wegetarianką (lub jaroszką, jeśli ktoś woli) i wtedy nie zagłębiałam się dostatecznie w tę tematykę, ale moja przeszłość to część mojej osobowości, więc nie ma sensu się jej wypierać. Aktualnie staram się unikać wszelkich produktów pochodzenia zwierzęcego i czytam wszystkie etykietki, w torebce mam nawet lupę :-) Nie kupię swetra z dodatkiem prawdziwej wełny, choćby nie wiem jak mi się podobał.

Zanim przejdziemy do książki chciałbym dowiedzieć się od Pani co sądzi Pani o zdaniu Anthony Bourdaina „Wegetarianie są wrogami wszystkiego, co dobre i przyzwoite w duchu ludzkim, stanowią policzek wymierzony wszystkiemu, za czym się opowiadam, czyli czystej przyjemności jedzenia”. Czy Pani decyzja o zmianie żywienia nie ograniczyła Pani horyzontów poznawczych?

– Uwielbiam takie prowokacyjne tezy! Weganizm to najcudowniejsza rzecz, jaka mogła mi się przytrafić, a zamiast ograniczenia dał mi nowe spojrzenie na jedzenie i pozwolił odkryć nowe możliwości. U mnie akurat wszystko zaczęło się niewinnie i samoistnie, ponieważ nie lubiłam mięsa już w dzieciństwie, ale ostateczną decyzję o przejściu z wegetarianizmu na weganizm podjęłam nie tak dawno, głównie z przyczyn etycznych. Cóż, niby jedzenie jest naszą prywatną sprawą. Ale nasze otoczenie w ostatnim czasie bardzo się zmieniło i problem stał się o wiele bardziej złożony. Otóż najnowsze badania pokazują nam skutki masowej produkcji mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego. Lekarze biją na alarm. W tej chwili mamy sytuację, kiedy w wielu krajach nadużywa się masowo antybiotyków w procesie produkcyjnym, na skutek czego niektóre bakterie uodporniły się na ich działanie. Jeśli te bakterie zasiedlą nasze jelita, może się zdarzyć (każdemu z nas), że znajdziemy się w szpitalu z dowolną chorobą, a lekarze nie będą mogli nam pomoc, ponieważ żaden antybiotyk nie zadziała. Medycyna dysponuje coraz mniejszą ilością skutecznych antybiotyków. Sama miałam w rodzinie niedawno taki przypadek, ciężka infekcja, szpital i tyko jeden jedyny antybiotyk mógł pomóc, gdyby ten ostatni zawiódł… wolę o tym nie myśleć. Taka sytuacja może zdarzyć się każdemu. Kto chciałby bezsilnie patrzeć, jak umiera jego mama, żona, czy dziecko, tylko dlatego, że my wszyscy nie dbamy odpowiednio o nasze środowisko. Jest mi smutno, że mimo mojego zaangażowania i weganizmu, również mogę znaleźć się w takiej sytuacji. To tylko jeden z wielu aspektów. Nie jestem wrogiem, raczej marzę o tym, aby każdy z nas dokonywał świadomych wyborów podczas robienia zakupów. W przyrodzie nic nie ginie, jeśli zniszczymy nasze gleby (częściowo już to się stało) i wyhodujemy sobie jeszcze więcej odpornych bakterii, kiedyś za to słono zapłacimy. A wracając do pytania – to weganizm pokazał mi całą masę cudownych składników i absolutnie nie jest to dla mnie ograniczeniem. Jedząc jajka, nigdy nie wpadłabym pewnie na to, że bezy można upiec z wody po cieciorce, i że jajka w plackach ziemniaczanych są zupełnie zbędne. Tyle rzeczy chcę jeszcze wypróbować, więc jakie ograniczenie, chyba tylko czasowe :-)

Jestem mięsożercą. Tolerancyjnym mięsożercą, który nie jest nałogowcem. To znaczy wiele posiłków w moim codziennym żywieniu nie opiera się na mięsie. Uwielbiam warzywa, kasze, makarony. Jest także dla mnie ważne skąd pochodzi mięso i w jakich warunkach są hodowane. Czy należy Pani do tych osób, które są w stanie uznać moje przyzwyczajenia żywieniowe, moją chęć do poznawania smaków, czy też swoją książką chce Pani pokazać mi i ludziom mi podobnym, że wege jest lepsze, bardziej etyczne…

– Ten temat nurtuje mnie codziennie. Nie chcę nikogo pouczać, każdy jest na innym etapie, jedni zaczynają się tą sprawą dopiero interesować, inni są zafascynowani, a jeszcze inni mają zupełnie inne priorytety w życiu i nigdy nie przyjdzie im do głowy, aby zastanowić się nad własnym talerzem. Dla mnie najważniejsze są argumenty i tolerancja. Mój mąż nie jest weganinem (niestety), ale akceptujemy i szanujemy wzajemnie nasze wybory. Działa to w obie strony, przecież on również mógłby uznać, że tylko jedzenie mięsa się liczy i koniec. W takiej sytuacji ważna jest ogromna wrażliwość na potrzeby drugiej osoby. Mamy taki układ, że ja kupuję i gotuję tylko rośliny, mój mąż kupuje (w dobrym i niestety nietanim sklepie) swoje produkty i sam je przygotowuje. Tak więc, nie wspieram go w jego działaniach, ale też nie krytykuję. Staram się jak najwięcej pysznych dań gotować i codziennie liczę, że po wstępnych oględzinach moich kulinarnych działań usłyszę zdanie: „ok., dziś mięsa nie gotuję“. Na szczęście takich dni jest coraz więcej, a wycieczki do mięsnego sklepu coraz rzadsze i to się dla mnie liczy. Dodam jeszcze, że mąż jest alergikiem i wiele roślinnych produktów musi wykluczać z jadłospisu, ma naprawdę niewielki wybór, stąd też należy mu się dodatkowa doza zrozumienia. Jajek i nabiału w naszej kuchni nie ma wcale. Wracając jednak do Pana przyzwyczajeń żywieniowych, uważam je za całkiem niezłe, gdyby każdy ograniczył spożywanie produktów o połowę, mielibyśmy taki sam efekt, jakby połowa z nas była weganami, a to byłoby ogromne osiągnięcie. Każdy niezjedzony kotlet i każde niezjedzone jajko to sukces. Dodam jeszcze, że kuchnia wegańska ma sprawiać nam radość, a nie być przymusem, i że musimy wyznaczać sobie osiągalne cele.

tofu

 

Przejdźmy do książki. Autor pisząc kieruję swoją publikację do określonej grupy odbiorców. Czy jest ona dla ogółu czy kieruje ją Pani do odbiorców z kręgu wege.

– Mam nadzieję, że książka spodoba się wielu odbiorcom. Weganie mogą znaleźć w niej inspiracje, ale liczę na cały szereg osób z innych grup. Przepisy przygotowałam celowo tak, aby każdy mógł je łatwo wprowadzić w codzienne życie. Chcę pokazać, że kuchnia może być prosta i zachęcić moich czytelników do czynów. Kilka składników, niewiele czasu i „czysta przyjemność jedzenia“, jeśli mogę zapożyczyć część cytatu Anthony Bourdaina w nieco przekornym kontekście. Namawiam do wypróbowania moich przepisów każdego, nie tylko dlatego, że są wegańskie, ale przede wszystkim dlatego, że są smaczne.

Zaintrygował mnie tytuł Pani książki. Co zatem pysznego proponuje Pani swoim Czytelnikom?

– Oprócz tak zwanych klasyków, czyli na przykład spaghetti à la bolognese, znalazło się w książce wiele niespotykanych propozycji. Książka została podzielona na sałatki, pasty i dipy, zupy, dania główne oraz desery, i mam nadzieję, że w każdym dziale znajdują się przepisy nieco zaskakujące kombinacją składników. Za dużo zdradzić nie mogę :-)

Czy zawarte w Pani książce przepisy mogą zainteresować także zawodowych kucharzy?

– Zdecydowanie tak. Kucharze zawodowi mają ogromne doświadczenie, wiedzą pewnie z dokładnością co do sekundy, ile czasu, co gotować i co do czego dodać. Podziwiam tę wiedzę i podpatruję. Jednak my, entuzjaści, do perfekcji staramy się opanować mały wycinek sztuki kulinarnej. Podobno geniuszem może być każdy, kto z uporem maniaka poświęci całą swoją uwagę i energię jednej sprawie. Tak więc, myślę, że niektórzy wegańscy amatorzy całkiem nieźle gotują i kucharze zawodowi mogą u nas coś nie coś podpatrzeć, przede wszystkim dowiedzieć się, jakie potrzeby mają weganie i że nie wystarczą im same liście zielonej sałaty. Niestety kilka lat temu taki przypadek mi się przytrafił w restauracji, liście sałaty nie były nawet polane żadnym dressingiem, dziś opowiadam o tym i śmieję się, na szczęście takie sytuacje są absolutną rzadkością. Generalnie zauważyłam, że kucharze są bardzo otwarci na ten temat, co mnie bardzo cieszy.

Czy uważa Pani, że restauracje powinny mieć oddzielne dania dla wegetarian i wegan. Rozmawiając z kucharzami i restauratorami, spotykam się z różnymi opiniami. Jedni mówią, że zawsze są w stanie z posiadanych produktów przygotować danie wege, inni wprowadzają takie pozycje do menu. Często jednak na te dania nie ma chętnych…

– Oczywiście, że powinny być wyszczególnione dania dla wegetarian i wegan, to pomaga w wyborze. Może nie od razu zupełnie oddzielnie, bo to kojarzy się z szufladkowaniem, ale można wprowadzić odpowiednie oznakowanie, podobnie jak dania ostre mają często znaczki z papryczkami. Mam na to jeszcze jedną prostą radę. Niektóre dania wystarczy minimalnie zmienić, tak, aby można było podać je każdemu. Na przykład zupa krem, w której zamiast śmietany użyta jest tak zwana śmietana roślinna, dobra będzie dla wielu osób. Kolejna możliwość to koncepcja modułowa. Na przykład zapiekane warzywa, ale ser na wierzchu opcjonalnie i z możliwością wyboru sera wegańskiego. Pomysłów może być całe mnóstwo, wystarczy tylko mieć odpowiednią ideę i nie spuszczać nas, wegan, z oczu. Prawdą jest też, że my weganie musimy mieć więcej odwagi, musimy komunikować nasze oczekiwania. Kiedyś siedziałam cicho i zadowalałam się tym, co udało mi się wyszperać w karcie, aby nie robić kłopotu. Teraz dzwonię do restauracji odpowiednio wcześnie, pytam, czy otrzymam danie wegańskie i nie ma problemu. Kucharz nie ma stresu, że nagle musi szybko improwizować, a ja delektuję się pysznym daniem. Przy okazji jestem obsługiwana jak gość specjalny :-) Nasze otwarcie wyrażone życzenia pomagają też właścicielom restauracji w rozpoznawaniu trendów kulinarnych.

Czy nadchodząca wiosna to najsmaczniejsza pora roku?

Pewne jest, że wiosna to moja ulubiona pora roku, ale pod względem kulinarnym uwielbiam cały rok. Ta różnorodność produktów i zmiany w naszym jadłospisie jest dla mnie fascynująca. Każdy sezon niesie ze sobą wspaniałe składniki i zachęca do wyzwań kulinarnych. W tym roku postanowiłam nawet założyć mały warzywnik w drewnianych skrzynkach, aby jeszcze bardziej cieszyć się sezonowymi warzywami. Będą relacje na blogu (veggieola.blogspot.com) i mam nadzieję, że coś wyrośnie, doświadczenia nie mam bowiem prawie wcale. Tu przydadzą się kciuki Czytelników :-)

wege-tu-sie-kroi-cos-pysznego-przepisy-roslinne-b-iext32482191

Książkę serdecznie polecam i zapraszam do konkursu mamy trzy egzemplarze. Dzięki Wydawnictwu Vivante mamy 3 egzemplarze, które trafią do tych, którzy napiszą swoją propozycję na wegańskie śniadanie. Najciekawsze nagrodzimy książkami. Prosimy o autorskie propozycje 
Na odpowiedzi czekamy do niedzieli 24 kwietnia do 22.00
Miłej zabawy!

Ps. Dziękuję Pani Magdalena Ignaciuk z Wydawnictwa Vivante za pomoc w realizacji tej rozmowy.

 

Autor:

Juliusz PODOLSKI

Dziennikarz z ponad 20-letnim doświadczeniem w pracy redakcyjnej w dziennikach regionalnych („Dzisiaj”, „Gazeta Poznańska”, „Express Poznański”, „Głos Wielkopolski”) oraz w mediach ogólnopolskich. Publikował w takich tytułach, jak: „Auto Sport”, „Auto dziś i jutro”, „Metropol”, „Claudia”, „Menu”, „Przegląd Gastronomiczny”, "Poradnik Restauratora", „Nasze Miasto. Poznań”, "Slow Life"współpracował z telewizją WTK i Radiem „Merkury”. W wolnych chwilach prowadzi bloga Smaczny Turysta, na którym łączy dwie pasje – do podróży i jedzenia. Jak sam o sobie mówi – uwielbia gotować, zwiedzać, jeść i degustować. Współwłaściciel de'GUSTATOR PR. Felietonista i krytyk kulinarny WszystkoDlaKucharzy.com.

Komentarze zamknięte.

ZAREJSTROWANI INACZEJ TRAKTOWANI!

Rejestrując się na portalu WDK, dołączysz do kulinarnej elity. Dając Ci prawo do uczestnictwa w gorących dyskusjach na FORUM liczymy na Twój pozytywny wkład w Kulinarną Rewolucję.

Logowanie

Utracone hasło?

Zarejestruj się

Please contact the administrator.

Biblioteka Wszystko dla kucharzy
Kinoteka Wszystko dla kucharzy